KOMPLEKSOWA OBSŁUGA
RYNKU KRUSZYW W POLSCE

Niekoniecznie dużo, koniecznie wysokiej jakości. Wywiad z Danielem Kłosowskim

Na rynku stabilnie funkcjonują już od 15 lat, realizując strategię nieżyjącego już Jana Załuskiego: „byliśmy, jesteśmy, chcemy być”. Ich celem jest utrzymywanie pozycji i niezmienne dbanie o jakość, bowiem – jak mówi Daniel Kłosowski, prezes zarządu Kopalń Porfiru i Diabazu – to jedyna słuszna droga, pozwalająca na trwałe istnienie na rynku.
• Za    wami    „kryształowe    gody”,    na    rynku    funkcjonujecie    już    15    lat…

Przedsiębiorstwo Kopalnie Porfiru i Diabazu powstało w 2000 roku, przejmując majątek PP Kopalnie Odkrywkowe Surowców Skalnych, ale jubileusz 15-lecia dotyczy wyłącznie spółki funkcjonującej w takiej właśnie formie prawnej – spółki prawa handlowego – spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Wcześniej kopalnie były przedsiębiorstwem państwowym. Jednak nasza historia sięga dużo bardziej wstecz – kopalnia „Zalas” ma ponad 40 lat, a stulatka „Niedźwiedzia Góra” pamięta różne czasy...


•    Świętowaliście    jakoś    szczególnie?

W lipcu dla sympatyków, pracowników i przyjaciół firmy zorganizowaliśmy w krakowskiej Starej Zajezdni wieczór jubileuszowy, na który przybyło ponad 150 osób. Wydaliśmy też książkę opisującą historię firmy. Miała to być cienka broszurka, ale udało nam się dotrzeć do wielu interesujących materiałów i powstało solidne wydanie.


•    Przeglądałam    tę    książkę.    Ciekawie    dokumentuje waszą historię. Jakie wydarzenia wpłynęły w sposób szczególny na rozwój firmy?

Kluczowym momentem było z pewnością powstanie firmy, która została założona jako spółka pracownicza i do tej pory funkcjonuje w takiej formie. Spółka wzięła w leasing do użytkowania przedsiębiorstwo państwowe, wobec tego kolejnym ważnym etapem było spłacenie należnych rat na rzecz Skarbu Państwa – i to spłacenie szybsze niż założony okres. To było bardzo istotne, ponieważ w momencie przejęcia spółki zostały na nią nałożone przez poprzedniego właściciela pewne obowiązki – przede wszystkim inwestycyjne. Były one bardzo ambitne, jednak na przestrzeni lat udawało się je realizować. W późniejszym czasie nawet z nawiązką. Przez cały czas funkcjonowania pracowaliśmy bardzo ciężko nad jakością i promowaniem marki naszych kruszyw. Poskutkowało to bardzo dobrą sprzedażą i odbiorem kruszyw na rynku. Przez lata w sposób permanentny i trwały modernizowaliśmy ciągi technologiczne, zakłady przeróbcze oraz park maszynowy. Nie obywało się to nigdy w sposób nagły, ani zadaniowy. Ważne były: ciągłość, regularność, dostosowywanie do możliwości finansowych. To sprawiło, że jesteśmy dziś przedsiębiorstwem pewnie funkcjonującym na rynku, przystosowanym do produkcji wysokojakościowych kruszyw. 


•    Jednak    przeszliście    także    niełatwe    chwile.

Okresem zwrotnym w całej historii przedsiębiorstwa była najpierw choroba, a potem śmierć poprzedniego prezesa Jana Załuskiego. Idea funkcjonowania spółki się nie zmieniła, natomiast skończyła się pewna epoka.


•    Ciężko    było    panu    zdecydować    się,    by    chwycić    za    ster firmy?

Z KPiD związany jestem od 18 lat. Znam firmę od podszewki, ponieważ pracowałem niemal we wszystkich jej działach – zaczynałem jako specjalista mechanik w dziale Głównego Mechanika, przez Dział Sprzętu Ciężkiego, Bazę Sprzętu Samochodowego, aż do szefowania pionem handlowym. W 2001 roku zostałem dyrektorem do spraw produkcyjno-technicznych, a potem członkiem zarządu. Długoletnie związanie z firmą i bardzo bliska współpraca z poprzednim prezesem nieco ułatwiły mi decyzję, niemniej jednak było mi bardzo trudno. Ciężko jest zastąpić ludzi niezastąpionych. Jednak ktoś musiał przejąć zarządzanie. Przez 14 lat wspólnej pracy bardzo dużo nauczyłem się od prezesa Załuskiego. Przede wszystkim myśleliśmy podobnie, stąd też trochę prościej było mi w sposób naturalny przejąć jego obowiązki.


•    Bardzo    trudno    zmierzyć    się    z legendą    człowieka    niezastąpionego – jak pan wcześniej wspomniał. Jednak firma musi funkcjonować i mieć cele oraz strategię na przyszłe lata. Jaką ma pan wizję na przyszłość?

Ta wizja to realizacja planu prezesa Załuskiego. Spółce przyświeca od samego powstania hasło, które zapoczątkował: byliśmy, jesteśmy, chcemy być. Będę kontynuował tę politykę – jak każda kopalnia produkujemy z większych kamieni mniejsze, natomiast chcemy produkować kruszywa o jak najwyższej jakości. To jedyny słuszny kierunek. Jak każdy dążymy do stabilizacji. Stwierdziłbym nawet, że taką rozsądną stabilizację udało nam się osiągnąć przez działania prowadzone w ostatnich latach, mimo czynników, na które nie mamy wpływu – jak np. liczba i lokalizacja inwestycji budowanych. Natomiast osiągnęliśmy stabilny stan w zakresie jakości i produkcji.


Cały wywiad w magazynie "Surowce i Maszyny Budowlane" 6/2015.


Przedsiębiorstwo Kopalnie Porfiru i Diabazu powstało w 2000 roku, przejmując majątek PP Kopalnie Odkrywkowe Surowców Skalnych, ale jubileusz 15-lecia dotyczy wyłącznie spółki funkcjonującej w takiej właśnie formie prawnej – spółki prawa handlowego – spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Wcześniej kopalnie były przedsiębiorstwem państwowym. Jednak nasza historia sięga dużo bardziej wstecz – kopalnia „Zalas” ma ponad 40 lat, a stulatka „Niedźwiedzia Góra” pamięta różne czasy...


•    Świętowaliście    jakoś    szczególnie?

W lipcu dla sympatyków, pracowników i przyjaciół firmy zorganizowaliśmy w krakowskiej Starej Zajezdni wieczór jubileuszowy, na który przybyło ponad 150 osób. Wydaliśmy też książkę opisującą historię firmy. Miała to być cienka broszurka, ale udało nam się dotrzeć do wielu interesujących materiałów i powstało solidne wydanie.


•    Przeglądałam    tę    książkę.    Ciekawie    dokumentuje waszą historię. Jakie wydarzenia wpłynęły w sposób szczególny na rozwój firmy?

Kluczowym momentem było z pewnością powstanie firmy, która została założona jako spółka pracownicza i do tej pory funkcjonuje w takiej formie. Spółka wzięła w leasing do użytkowania przedsiębiorstwo państwowe, wobec tego kolejnym ważnym etapem było spłacenie należnych rat na rzecz Skarbu Państwa – i to spłacenie szybsze niż założony okres. To było bardzo istotne, ponieważ w momencie przejęcia spółki zostały na nią nałożone przez poprzedniego właściciela pewne obowiązki – przede wszystkim inwestycyjne. Były one bardzo ambitne, jednak na przestrzeni lat udawało się je realizować. W późniejszym czasie nawet z nawiązką. Przez cały czas funkcjonowania pracowaliśmy bardzo ciężko nad jakością i promowaniem marki naszych kruszyw. Poskutkowało to bardzo dobrą sprzedażą i odbiorem kruszyw na rynku. Przez lata w sposób permanentny i trwały modernizowaliśmy ciągi technologiczne, zakłady przeróbcze oraz park maszynowy. Nie obywało się to nigdy w sposób nagły, ani zadaniowy. Ważne były: ciągłość, regularność, dostosowywanie do możliwości finansowych. To sprawiło, że jesteśmy dziś przedsiębiorstwem pewnie funkcjonującym na rynku, przystosowanym do produkcji wysokojakościowych kruszyw. 


•    Jednak    przeszliście    także    niełatwe    chwile.

Okresem zwrotnym w całej historii przedsiębiorstwa była najpierw choroba, a potem śmierć poprzedniego prezesa Jana Załuskiego. Idea funkcjonowania spółki się nie zmieniła, natomiast skończyła się pewna epoka.


•    Ciężko    było    panu    zdecydować    się,    by    chwycić    za    ster firmy?

Z KPiD związany jestem od 18 lat. Znam firmę od podszewki, ponieważ pracowałem niemal we wszystkich jej działach – zaczynałem jako specjalista mechanik w dziale Głównego Mechanika, przez Dział Sprzętu Ciężkiego, Bazę Sprzętu Samochodowego, aż do szefowania pionem handlowym. W 2001 roku zostałem dyrektorem do spraw produkcyjno-technicznych, a potem członkiem zarządu. Długoletnie związanie z firmą i bardzo bliska współpraca z poprzednim prezesem nieco ułatwiły mi decyzję, niemniej jednak było mi bardzo trudno. Ciężko jest zastąpić ludzi niezastąpionych. Jednak ktoś musiał przejąć zarządzanie. Przez 14 lat wspólnej pracy bardzo dużo nauczyłem się od prezesa Załuskiego. Przede wszystkim myśleliśmy podobnie, stąd też trochę prościej było mi w sposób naturalny przejąć jego obowiązki.


•    Bardzo    trudno    zmierzyć    się    z legendą    człowieka    niezastąpionego – jak pan wcześniej wspomniał. Jednak firma musi funkcjonować i mieć cele oraz strategię na przyszłe lata. Jaką ma pan wizję na przyszłość?

Ta wizja to realizacja planu prezesa Załuskiego. Spółce przyświeca od samego powstania hasło, które zapoczątkował: byliśmy, jesteśmy, chcemy być. Będę kontynuował tę politykę – jak każda kopalnia produkujemy z większych kamieni mniejsze, natomiast chcemy produkować kruszywa o jak najwyższej jakości. To jedyny słuszny kierunek. Jak każdy dążymy do stabilizacji. Stwierdziłbym nawet, że taką rozsądną stabilizację udało nam się osiągnąć przez działania prowadzone w ostatnich latach, mimo czynników, na które nie mamy wpływu – jak np. liczba i lokalizacja inwestycji budowanych. Natomiast osiągnęliśmy stabilny stan w zakresie jakości i produkcji.


Cały wywiad w magazynie "Surowce i Maszyny Budowlane" 6/2015.
Źródło: www.kieruneksurowce.pl