KOMPLEKSOWA OBSŁUGA
RYNKU KRUSZYW W POLSCE

Lada dzień w życie wejdzie nowe prawo o zamówieniach publicznych

Zniknie dyktat najniższej ceny. Firmy, które chcą wygrywać przetargi w gminach, będą musiały zatrudniać pracowników na etatach.
Opolskie samorządy wydają rocznie setki milionów złotych na inwestycje, m. in. drogi, chodniki, infrastrukturę sportową czy komunalną. Pieniądze te trafiają najczęściej do miejscowych firm budowlanych, które zatrudniają mieszkańców. Do tej pory przy wyborze wykonawców gminy kierowały się głównie kryterium najniższej ceny.

Firmy, chcąc „złapać” jak najwięcej kontraktów, rywalizowały więc ze sobą, oferując jak najniższe kwoty.


Coraz częściej proponowane stawki były jednak dużo niższe od kosztorysów inwestorskich, sporządzonych przez gminy. Samorządowcy się cieszyli, bo w ich budżetach zostawały oszczędności. Ale przedsiębiorcy gdzieś musieli sobie odbijać straty. - Oszczędności szukało się nie w swoich zyskach, ale w ludziach, których zatrudniało się na umowach śmieciowych, „na czarno” albo w ogóle się nie wypłacało pieniędzy pracownikom. Często nie mieli się potem nawet gdzie poskarżyć - opowiada jeden z przedsiębiorców budowlanych z Opolszczyzny.

Teraz ma się to zmienić.

W połowie lipca w życie wejdzie znowelizowane prawo o zamówieniach publicznych.

Przede wszystkim cena nie będzie mogła stanowić więcej niż 60 proc. tzw. wagi kryteriów oceny ofert. Inne warunki to terminowość czy doświadczenie.

W ten sposób mają być promowane solidne firmy. Ponadto przedsiębiorcy, którzy będą chcieli startować w gminnych przetargach, muszą udowodnić, że zatrudniają ludzi na podstawie umów o pracę.

Dotyczy to nie tylko firm, które wygrywają przetargi, ale również wszystkich podwykonawców. - Rozmawiamy z przedsiębiorcami i oni mówią, że chcą się rozwijać, ale boją się, czy znajdą chętnych do pracy. Zdają sobie sprawę, że muszą oferować etaty i więcej, niż najniższą krajową - przyznaje Zbigniew Juzak, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Namysłowie. - Te zmiany w prawie z pewnością poprawią sytuację pracowników.

Samorządowcy generalnie uważają je za dobre, chociaż zdają sobie sprawę, że to oni poniosą część kosztów nowych regulacji.

- Na pewno będzie uczciwiej - podkreśla Marian_Wojciechowski, wójt Reńskiej Wsi. - Obowiązek zatrudniania ludzi na podstawie umowy o pracę jest dobry, bo wyeliminuje szarą strefę. Ale spodziewamy się, że w związku z tym ceny robót troszkę wzrosną.

Wójt Wojciechowski ma jedynie drobne uwagi, co do wysokości procentowej kryteriów cenowych. - Być może te 60 proc. to trochę za mało, bo co innego punktować, jeśli nie cenę._Ale zmiany są generalnie dobre - podkreśla.

Sami przedsiębiorcy także przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że teraz będą mogli dyktować wyższe stawki za roboty na rzecz gmin.

Firmy, chcąc „złapać” jak najwięcej kontraktów, rywalizowały więc ze sobą, oferując jak najniższe kwoty.


Coraz częściej proponowane stawki były jednak dużo niższe od kosztorysów inwestorskich, sporządzonych przez gminy. Samorządowcy się cieszyli, bo w ich budżetach zostawały oszczędności. Ale przedsiębiorcy gdzieś musieli sobie odbijać straty. - Oszczędności szukało się nie w swoich zyskach, ale w ludziach, których zatrudniało się na umowach śmieciowych, „na czarno” albo w ogóle się nie wypłacało pieniędzy pracownikom. Często nie mieli się potem nawet gdzie poskarżyć - opowiada jeden z przedsiębiorców budowlanych z Opolszczyzny.

Teraz ma się to zmienić.

W połowie lipca w życie wejdzie znowelizowane prawo o zamówieniach publicznych.

Przede wszystkim cena nie będzie mogła stanowić więcej niż 60 proc. tzw. wagi kryteriów oceny ofert. Inne warunki to terminowość czy doświadczenie.

W ten sposób mają być promowane solidne firmy. Ponadto przedsiębiorcy, którzy będą chcieli startować w gminnych przetargach, muszą udowodnić, że zatrudniają ludzi na podstawie umów o pracę.

Dotyczy to nie tylko firm, które wygrywają przetargi, ale również wszystkich podwykonawców. - Rozmawiamy z przedsiębiorcami i oni mówią, że chcą się rozwijać, ale boją się, czy znajdą chętnych do pracy. Zdają sobie sprawę, że muszą oferować etaty i więcej, niż najniższą krajową - przyznaje Zbigniew Juzak, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Namysłowie. - Te zmiany w prawie z pewnością poprawią sytuację pracowników.

Samorządowcy generalnie uważają je za dobre, chociaż zdają sobie sprawę, że to oni poniosą część kosztów nowych regulacji.

- Na pewno będzie uczciwiej - podkreśla Marian_Wojciechowski, wójt Reńskiej Wsi. - Obowiązek zatrudniania ludzi na podstawie umowy o pracę jest dobry, bo wyeliminuje szarą strefę. Ale spodziewamy się, że w związku z tym ceny robót troszkę wzrosną.

Wójt Wojciechowski ma jedynie drobne uwagi, co do wysokości procentowej kryteriów cenowych. - Być może te 60 proc. to trochę za mało, bo co innego punktować, jeśli nie cenę._Ale zmiany są generalnie dobre - podkreśla.

Sami przedsiębiorcy także przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że teraz będą mogli dyktować wyższe stawki za roboty na rzecz gmin.
Źródło: www.nto.pl