KOMPLEKSOWA OBSŁUGA
RYNKU KRUSZYW W POLSCE

Budownictwo bez zysków. Będą masowe zwolnienia w branży?

Prawie połowa firm budowlanych nie osiągnęła w tym roku jeszcze zysku. Przed nami fala zwolnień pracowników w firmach budowlanych?
Całkiem dobrze sprzedające się nowe mieszkania, nakręcające budownictwo mieszkaniowe, oraz utrzymujący się popyt na powierzchnie komercyjne: biura, magazyny itp., przesłaniają prawdziwy obraz branży. Dopiero informacja, że jeden z głównych graczy na tym rynku - Skanska - planuje zwolnić ponad 1,1 tys. osób, wywołała głębszą refleksję. A prawda jest taka, że budownictwo od prawie roku pogrążone jest w kryzysie, którego końca nie widać.
Produkcja budowlano-montażowa spada od września 2015 r., z jednorazowym słabym wzrostem w listopadzie ub.r. Po sześciu miesiącach 2016 r. była niższa o 12 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2015 r. Jest się czym martwić, bo sektor budownictwa w Polsce to ponad 230 tys. przedsiębiorstw, czyli 12,5 proc. wszystkich aktywnych firm w Polsce. Na podstawie umowy o pracę zatrudnionych jest tu ponad 500 tys. pracowników, a łącznie z właścicielami firm i członkami ich rodzin pracuje w budownictwie ponad 800 tys. osób - wylicza dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji „Lewiatan”. - Tworzy ono 7-8 proc. polskiego PKB. Jest szczególnie ważne w województwie opolskim, gdzie ponad 16 proc. wszystkich przedsiębiorstw to firmy budowlane. A także w Pomorskiem, Małopolsce, na Podlasiu i Podkarpaciu. 
Spadki produkcji w budownictwie dotyczą głównie budownictwa infrastrukturalnego, szczególnie budownictwa obiektów inżynierii lądowej i wodnej, a także budynków niemieszkalnych. - Przedsiębiorstwa z innych sektorów gospodarki mniej inwestują, mniej buduje się budynków przemysłowych - wyjaśnia główna ekonomistka Lewiatana. - Ponieważ pieniędzy na rynku na projekty budowlane jest mniej, bo na razie na bardzo niewielką skalę uruchomione zostały środki unijne, a inwestycje przedsiębiorstw spadają, to walka o zlecenia jest coraz silniejsza. Skutkuje to obniżaniem cen przez firmy budowlane do poziomu niepozwalającego na pokrycie kosztów. Efektem będą bankructwa. Prawie 40 proc. firm z branży nie osiągnęło jeszcze w tym roku zysku. 
Firmy budowlane ciągle jednak liczą na wzrost zamówień, bowiem nie zmniejszyły zatrudnienia. Aczkolwiek są już pierwsze sygnały, że będzie się to zmieniać (Skanska). Chcąc utrzymać pracowników, zwiększyły też wynagrodzenia. Zakładają bowiem, że w drugiej połowie 2016 r. wzrosną zamówienia tak ze strony publicznej, jak od firm prywatnych. 
- Może się tak jednak nie stać. Ryzyka, które ograniczały decyzje inwestycje przedsiębiorstw w pierwszej połowie roku, nie zmniejszyły się - uważa Starczewska-Krzysztoszek.

Nie ma zatem co liczyć na silniejszy wzrost inwestycji prywatnych - uważa główna ekonomistka Lewiatana. - Także szanse na wzrost zamówień ze strony publicznej są niewielkie. Nie pozwolą na to finanse publiczne. Wpływy do budżetu państwa z podatków są niższe, niż Ministerstwo Finansów zaplanowało w harmonogramie na 2016 r. - to efekt deflacji. Rok 2017 będzie bardzo trudny ze względu na wydatki na program „500+”, a także na planowane realizacje kolejnych obietnic wyborczych. Pozostaje ograniczanie elastycznych wydatków z budżetu, czyli głównie wydatków o charakterze inwestycyjnym. Być może więc przed budownictwem kolejne trudne miesiące.

W oczekiwaniu na nowe prawo o zamówieniach

Jerzy Werle, prezes #Warbud SA; - Rzeczywiście sytuacja w branży budowlanej z roku na rok pogarsza się. Porównując ubiegłe lata, mamy zdecydowanie mniejszą liczbę zamówień publicznych w portfelu. Od kwietnia tego roku było niewiele ogłaszanych przetargów publicznych, jedynie prekwalifikacje. Trudno zaplanować strategię firmy, bo ze strony rządowej nie ma żadnego sygnału, kiedy zostaną uruchomione nowe przetargi infrastrukturalne. Niewykluczone, że w budżecie państwa i budżetach samorządowych brakuje środków do wykorzystania funduszy unijnych. Jak wszyscy przedsiębiorcy budowlani czekamy na nowe prawo zamówień publicznych, które może wejść w życie w każdej chwili. Ponadto od lat w branży budowlanej obserwujemy bezwzględną rywalizację w przetargach, związaną z kryterium najniższej ceny, co w prosty sposób przekłada się na wyniki finansowe branży i jakość budowanych obiektów.

Załamanie w branży jest już faktem

Marek Michałowski, ekspert Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa; - Zastój jest chwilowy, ale dołek stał się już faktem. Największe załamanie zauważalne jest obecnie w robotach inżynieryjnych. W tej chwili znajdujemy się między jedną transzą pieniędzy unijnych a drugą. Stare kontrakty się kończą, a nowe tak naprawdę jeszcze się nie zaczęły. Większość kontraktów to „Projektuj i buduj”, więc jeżeli nawet zostanie rozstrzygnięty, to musi zostać zaprojektowany, muszą zostać zdobyte zgody - minimum rok na wejście na plac budowy. W efekcie pojawił się dołek. Ponadto musimy dodać, że wiele samorządów ma swoje progi budżetowe i zadłużyło się podczas pierwszej transzy unijnej. Dlatego wiele samorządów mówi, że musi wyhamować, bo na więcej ich nie stać. Najpierw muszą spłacić część kredytów, żeby móc uruchomić następne inwestycje.

Produkcja budowlano-montażowa spada od września 2015 r., z jednorazowym słabym wzrostem w listopadzie ub.r. Po sześciu miesiącach 2016 r. była niższa o 12 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2015 r. Jest się czym martwić, bo sektor budownictwa w Polsce to ponad 230 tys. przedsiębiorstw, czyli 12,5 proc. wszystkich aktywnych firm w Polsce. Na podstawie umowy o pracę zatrudnionych jest tu ponad 500 tys. pracowników, a łącznie z właścicielami firm i członkami ich rodzin pracuje w budownictwie ponad 800 tys. osób - wylicza dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji „Lewiatan”. - Tworzy ono 7-8 proc. polskiego PKB. Jest szczególnie ważne w województwie opolskim, gdzie ponad 16 proc. wszystkich przedsiębiorstw to firmy budowlane. A także w Pomorskiem, Małopolsce, na Podlasiu i Podkarpaciu. 
Spadki produkcji w budownictwie dotyczą głównie budownictwa infrastrukturalnego, szczególnie budownictwa obiektów inżynierii lądowej i wodnej, a także budynków niemieszkalnych. - Przedsiębiorstwa z innych sektorów gospodarki mniej inwestują, mniej buduje się budynków przemysłowych - wyjaśnia główna ekonomistka Lewiatana. - Ponieważ pieniędzy na rynku na projekty budowlane jest mniej, bo na razie na bardzo niewielką skalę uruchomione zostały środki unijne, a inwestycje przedsiębiorstw spadają, to walka o zlecenia jest coraz silniejsza. Skutkuje to obniżaniem cen przez firmy budowlane do poziomu niepozwalającego na pokrycie kosztów. Efektem będą bankructwa. Prawie 40 proc. firm z branży nie osiągnęło jeszcze w tym roku zysku. 
Firmy budowlane ciągle jednak liczą na wzrost zamówień, bowiem nie zmniejszyły zatrudnienia. Aczkolwiek są już pierwsze sygnały, że będzie się to zmieniać (Skanska). Chcąc utrzymać pracowników, zwiększyły też wynagrodzenia. Zakładają bowiem, że w drugiej połowie 2016 r. wzrosną zamówienia tak ze strony publicznej, jak od firm prywatnych. 
- Może się tak jednak nie stać. Ryzyka, które ograniczały decyzje inwestycje przedsiębiorstw w pierwszej połowie roku, nie zmniejszyły się - uważa Starczewska-Krzysztoszek.

Nie ma zatem co liczyć na silniejszy wzrost inwestycji prywatnych - uważa główna ekonomistka Lewiatana. - Także szanse na wzrost zamówień ze strony publicznej są niewielkie. Nie pozwolą na to finanse publiczne. Wpływy do budżetu państwa z podatków są niższe, niż Ministerstwo Finansów zaplanowało w harmonogramie na 2016 r. - to efekt deflacji. Rok 2017 będzie bardzo trudny ze względu na wydatki na program „500+”, a także na planowane realizacje kolejnych obietnic wyborczych. Pozostaje ograniczanie elastycznych wydatków z budżetu, czyli głównie wydatków o charakterze inwestycyjnym. Być może więc przed budownictwem kolejne trudne miesiące.

W oczekiwaniu na nowe prawo o zamówieniach

Jerzy Werle, prezes #Warbud SA; - Rzeczywiście sytuacja w branży budowlanej z roku na rok pogarsza się. Porównując ubiegłe lata, mamy zdecydowanie mniejszą liczbę zamówień publicznych w portfelu. Od kwietnia tego roku było niewiele ogłaszanych przetargów publicznych, jedynie prekwalifikacje. Trudno zaplanować strategię firmy, bo ze strony rządowej nie ma żadnego sygnału, kiedy zostaną uruchomione nowe przetargi infrastrukturalne. Niewykluczone, że w budżecie państwa i budżetach samorządowych brakuje środków do wykorzystania funduszy unijnych. Jak wszyscy przedsiębiorcy budowlani czekamy na nowe prawo zamówień publicznych, które może wejść w życie w każdej chwili. Ponadto od lat w branży budowlanej obserwujemy bezwzględną rywalizację w przetargach, związaną z kryterium najniższej ceny, co w prosty sposób przekłada się na wyniki finansowe branży i jakość budowanych obiektów.

Załamanie w branży jest już faktem

Marek Michałowski, ekspert Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa; - Zastój jest chwilowy, ale dołek stał się już faktem. Największe załamanie zauważalne jest obecnie w robotach inżynieryjnych. W tej chwili znajdujemy się między jedną transzą pieniędzy unijnych a drugą. Stare kontrakty się kończą, a nowe tak naprawdę jeszcze się nie zaczęły. Większość kontraktów to „Projektuj i buduj”, więc jeżeli nawet zostanie rozstrzygnięty, to musi zostać zaprojektowany, muszą zostać zdobyte zgody - minimum rok na wejście na plac budowy. W efekcie pojawił się dołek. Ponadto musimy dodać, że wiele samorządów ma swoje progi budżetowe i zadłużyło się podczas pierwszej transzy unijnej. Dlatego wiele samorządów mówi, że musi wyhamować, bo na więcej ich nie stać. Najpierw muszą spłacić część kredytów, żeby móc uruchomić następne inwestycje.
Źródło: www.strefabiznesu.pl